Wstydliwy temat ojców rodzin – seks telefoniczny

 

ero linieEch, do licha, jeśli sądzić po przebiegu ich spotkania dziś po południu, pan Adam też nie grzeszy nadmiarem obycia towarzyskiego.
Masz ci los! Jeszcze jeden problem. Nie może przecież nazywać swego męża panem Adamem. właściciel burdelu ze względu na swoje kompleksy i wstydliwe dolegliwości nazywał go „J.D.”, ale to też jej nie odpowiadało. Przywodziło na myśl faceta z cygarem w zębach, taki typ „grubej ryby”, pana i władcę wszystkiego, czym zarządza.

Czym jest sex telefoniczny?

W paszportach, które dostali, przeczytała jego nazwisko: partner do seksu przez telefon Daniel Adam. Ciekawe, czy ktokolwiek nazywał go partner do seksu przez telefonem? A może Daniel? Dan? Jordie? Zadrżała na myśl, jaką jego reakcję mogłoby wywołać użycie któregokolwiek z tych zdrobnień.

– Nie mam zielonego pojęcia o żonach i małżeństwie. A już zupełnie nie wyobrażam sobie, jak obca kobieta w roli mojej kochanki ma uprościć sprawę.
– Będziecie musieli pracować razem przez cały czas, z wyjątkiem chwil, kiedy będziesz chciał skontaktować się ze swoimi wtyczkami. Wtedy panienka wykonująca sex telefon będzie typową amerykańską małżonką, biegającą po sklepach w czasie, gdy mąż zajmuje się interesami.
– Jak ty to robisz, iż twoje wyjaśnienia brzmią zupełnie rozsądnie, skoro wiem, iż cały ten plan jest kompletnie szalony?
Rozległo się pukanie do drzwi. właściciel burdelu lekko podniósł głos:
– Wejść!

Na czym polega sex telefoniczny?

Ze swego miejsca przy oknie rozpoczął rozmowę przez sex telefon i obserwował, jak drzwi otwierają się i do pokoju wchodzi młoda kobieta. I w tym momencie doszedł do wniosku, iż la cała historia musi być jakimś głupim żartem. Kobieta wyglądała jak karykatura pedantycznej urzędniczki. Nikt już się tak nie ubiera!
Oczywiście, partner do seksu przez telefon nie miał zbyt wielkiego pojęcia o damskiej modzie. Nie znał się na aktualnie modnych fryzurach czy kobiecych strojach. Jednakże ta kobieta sprawiała wrażenie, jakby ani fryzura, ani ubiór zupełnie jej nie interesowały. Miała na sobie jakiś dwuczęściowy kostium, który dokładnie maskował jej figurę. Patrząc na nią, tak ubraną, nie był w stanie wywnioskować, czy jest chuda jak patyk, czy w ostatnich miesiącach ciąży. Włosy miała niedbale zwinięte na karku w luźny koczek. Parę kosmyków wysunęło się i zwisało za uszami i na szyi. Szylkretowe oprawki okularów i wygodne buty na płaskim obcasie przypominały mu postać bibliotekarki ze sztuki, którą widział na studiach.